Strony

28 mar 2017

12 Półmaraton Warszawski i „życiówka” 1:15:09

Zostały równo trzy tygodnie do maratonu w Bostonie. W niedzielę pobiegłem ostatni sprawdzian przed wyjazdem. Dotychczasowa „życiówka z zeszłego roku wynosiła 1:16:48. W tym roku o tej porze pozowałem już do zdjęć :)

Ze wspaniałą wolontariuszką Jolą fot. Kasia Józefacka


Zdaję sobie sprawę, że może to być już trochę nużące. Dopiero co zrobiłem życiówkę” na dychę, a teraz pisze o półmaratonie (po drodze też życiówki na 15 i 20 km). Na tą czekałem cały rok. Drugi raz Warszawa okazała się być dla mnie pod tym względem szczęśliwa. Przed Nowym Jorkiem na jesieni nie miałem okazji się sprawdzić na tym dystansie. Przeziębiłem się i półmaraton w Gdańsku pobiegłem bardzo asekuracyjnie.


Zdecydowanie jestem silniejszy i bardziej wytrzymały niż w tamtym roku. Mocny obóz i cykl w Falenicy zrobił swoje. Nie zdążyłem jednak zrobić praktycznie żadnych treningów szybkościowych. Rok temu czterysetki o tej porze roku robiłem już po te 72-70 sekund (przynajmniej tak wynika z dzienniczka, teraz ciężko mi w to uwierzyć). Teraz to bliżej 75. Ale nie ma tego złego, bo z drugiej strony nie mam też z czego zrywać” biegu.


Team Kopeć przed startem (fot. Joanna Rybacka)

W środę Wojtek napisał, że biegnie na te 1:15. Bardzo się ucieszyłem, ciężar planowania i kontrolowania tempa spadł ze mnie. W czwartek ogłosił to oficjalnie i podobno nawet zgłosił się na oficjalnego zająca. Było już oczywiście za późno na to, jak i dopisanie go do klasyfikacji drużynowej.

Start był trochę nerwowy, bo Wojtek startował ze strefy elity, a cała reszta kilkanaście metrów dalej. Wyrwałem na początku żeby szybko do niego dołączyć. Ktoś nawet z tyłu mówił że za szybko ale za chwilę był już obok nas. 
Ostatecznie zebrała się całkiem spora grupa biegnąca na zbliżony wynik.

fot. Grazia Running
po drodze PB na 15 i 20 km

Wystarczy spojrzeć na międzyczasy żeby zobaczyć jak dobrze prowadzony był to bieg. No ale prowadzony bieg też można sobie utrudnić. Do okolic Mostu Gdańskiego praktycznie się nie chowałem w grupie tylko brałem wiatr na siebie, tempo było dla mnie aż za komfortowe i o tym nie myślałem. Gdyby nie Wojtek pewnie dużo wcześniej próbowałbym przyspieszać, a tak poszło równo.

Zaczyna formować się grupa
Trasa tak jak w ubiegłym roku biegła dosyć reprezentacyjną częścią Warszawy i tak jak w tamtym roku bardzo mi się podobała. Oprócz dwóch momentów, które przypominały dużo mniejszej skali imprezy, ale nie będę się na nich skupiał. Kibiców na trasie mijaliśmy w kilku miejscach i przepraszam jeśli komuś nie odmachałem, ale rozpoznałem sporo znajomych twarzy. Dziękuję za doping! :)

Wbiegamy na Plac Trzech Krzyży
fot. Leonard Łuczak
fot. Sebastian Zasępa

fot. Sebastian Zasępa

Mijamy 10 kilometr, a tam znowu życiówka”. Zegar wskazywał minutę wcześniej. Ktoś z grupy powiedziało to na głos i padło kilka żartów. Niedługo później bo na ok. 12 km wyjąłem żel. Do tej pory półmaratony biegałem tylko o małych łykach wody i wiedziałem że to dosyć ryzykowne zmieniać to tym razem. Ale dla mnie najważniejszy jest maraton i chciałem mieć to sprawdzone. Po to też są takie starty.

Nie miałem żadnych trzydziestek, a w zasadzie nie biegałem nic dłuższego niż 24 km, które zaczynałem dosyć spokojnym tempem i zwyczajnie nie miałem kiedy wypróbować żelu. Na ubiegłorocznym OWM wystarczył mi jeden, ale pamiętam też jaki zjazd energetyczny miałem w Nowym Jorku.


Most Gdański

Kiedy mijamy 16 km stwierdzam że to moment w końcu trochę przyspieszyć, bo im dalej tym bardziej nie będę miał z czego. Nie wiem czy to wina tego żelu czy braku diety w ostatnim tygodniu, ale zabetonowało mi brzuch. Kolka po całej szerokości. Jak porażony wróciłem do szeregu i z każdym kolejnym krokiem starałem się o tym nie myśleć.


Ostatnie dwa kilometry walczyłem tylko żeby nie stracić zbyt dużo z wypracowanego czasu. Miałem chłopaków do końca w zasięgu wzroku, ale na zryw pozwoliłem sobie dopiero na ostatniej prostej przed metą.


fot. runandtravel.pl
Za metą spotykam znajome twarze i już tylko się cieszę, śmieję że znów zabrakło jakichś sekund, 1:15:09. Życiówka poprawiona o 1:39, jest dobrze :)

Cieszynka z zajączkiem (fot. wio.waw.pl)



fot. Marta Murawska

Później były już same powody do radości, mnóstwo zadowolonych znajomych twarzy. Wychodząc ze strefy medalowej spotykamy Mariusza Giżyńskiego i mówi on co działo się w tym czasie w Poznaniu. Zwycięstwo Marcina Chabowskiego i nowy rekord Polski kobiet Karoliny Nadolskiej. Bardzo dobry dzień.

Nam udało się zdobyć drugie miejsce w klasyfikacji drużynowej. W największym polskim półmaratonie! :)


Wcześniejsze PMW


Piszę że to był drugi bieg w Półmaratonie Warszawskim, ale to nie do końca prawda... można mnie było zobaczyć na nim na 9. i 10. edycji. Obie truchtałem w przebraniach, raz franciszkańskiego mnicha a raz buddyjskiego. Na setnym parkrun Ursynów nawiązałem do cyklu” strojem rabina. Zostało mi jeszcze kilka pomysłów... :)



9. Półmaraton Warszawski

Pamiątkowe zdjęcie
Przed biegiem zebraliśmy sporą grupę parkrunnerów, chomików, BBL-owców i przyjaciół na wspólne zdjęcie pod rzeźbą Chwały w Ogrodzie Saskim. Bardzo różnorodne i pozytywne towarzystwo. Był Spartanin, wolontariusze (i rodzice wolontariuszy), zając na rowerze i nie zabrakło chomikowej flagi. Po Bostonie trzeba będzie zacząć działać przy kolejnym Biegu Chomika! :)

Chwała w Ogrodzie Saskim


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz