Strony

27 sty 2017

Nauka języka chińskiego (część I)

W połowie sierpnia 2011 roku zacząłem naukę języka chińskiego w jednej ze szkół mandaryńskiego w Pekinie. Trzy sesje tygodniowo po dwie godziny lekcyjne każda. 


Językiem tym mówi co 6 osoba na świecie i z powodzeniem można się nim posługiwać podróżując w wielu miejscach. W Japonii (są to zupełnie inne języki!) można zrozumieć jakieś 80-90% napisów, komunikatów czy nagłówki w gazetach (w dużym skrócie, bo warto poświęcić dzień lub dwa na poznanie dwóch specyficznych tylko dla Japonii sylabariuszy). Będąc w Nowym Jorku zamieszkałem w tamtejszym China Town i angielski nie był mi w tej okolicy praktycznie do niczego potrzebny. Nawet będąc w Australii, spora część obsługi w miejscach do których trafiałem posługiwała się tym językiem. Mało tego, w Korei Północnej mogłem w ten sposób porozmawiać sobie z żołnierzem na granicy z Południową (chociaż tam dużo bardziej sprawdziłby się jednak rosyjski).

Wracając do pekińskiej szkoły. Początkowo w mojej grupie poza mną były dwie Niemki i Koreanka. Z czasem Niemki zrezygnowały. Jedna skończyła letnie praktyki w Pekinie i wróciła do Niemiec. Druga przez kilka miesięcy nie była w stanie zapamiętać różnicy między niektórymi głoskami (których język niemiecki ani angielski nie mają) i trochę ją to zraziło.

Język polski ma bardzo bogate widmo dźwięków i nie ma głoski (pewnie powinienem mówić tutaj o fonemach, a nie głoskach, ale tekst ten nie jest rozprawą akademicką, a raczej ciekawostką) w języku mandaryńskim, która zaskoczyła by nasze struny głosowe. Niekoniecznie działa to też w drugą stronę. Wielu Chińczyków nie jest przykładowo w stanie wypowiedzieć twardego „r”.

Spotkałem się też z wieloma, którzy nie byli w stanie wypowiedzieć 
„sz” (głoska ta występuje w standardowym mandaryńskim, a brzmi to trochę jakby seplenili i uważa się ten „sposób mówienia” za „uroczy”). Na podstawie takich „smaczków” można przy pewnej wprawie z dużą dozą prawdopodobieństwa odgadnąć region z którego nasz interlokutor pochodzi.

Później do Koreanki dołączył jej młodszy brat. Koreańczycy nie mówili po angielsku, więc początkowo komunikacja z nimi była dosyć mocno utrudniona. Z czasem zaczęliśmy się porozumiewać po chińsku. Byli też do nauki języka dużo mocniej zdeterminowani, oboje pracują w chińskich (chińskojęzycznych) firmach, więc opanowanie go w krótkim czasie było dla nich koniecznością.

Język ten jest językiem tonalnym i wszyscy mieliśmy jednakowe trudności z opanowaniem tonów. Standardowo wspominając o chińskich tonach podaje się szkolny przykład sylaby „ma”, która wypowiedziana w czterech różnych wariantach tonalnych może oznaczać kolejno: matkę (妈), konopie (麻), konia (马) i przekleństwo (骂).

Niektórzy twierdzą, że brak tonu to też ton, więc mamy tu przykładowo partykułę pytającą 吗. Możemy na przykład dodać ją na końcu zdania oznajmującego i stworzyć z niego pytanie. Czasem zamawiając telefonicznie jedzenie w jednej z ulubionych restauracji jedna z przyjmujących zamówienie pań w podobny sposób tworzyła pytania po angielsku. Zdanie twierdzące zakańczała mocno zaakcentowanym „ok?”. Całkiem rozsądnie jeśli się nad tym głębiej zastanowić. Komunikat jest jasny i czytelny.

Wracając do mojej grupy. Tak jak na początku mieliśmy wszyscy podobne wrażenie, że wspomniana wcześniej Niemka spowalnia nasze tempo nauki. Gdy zostałem sam z Koreańczykami to ja byłem tym słabszym ogniwem. O wiele łatwiej Koreańczykom przychodziła nauka chińskich znaków.

Od początku nauki założyłem sobie plan podchodzenia do egzaminu co około pół roku. Żeby się w jakiś dodatkowy sposób zmotywować i zweryfikować postępy.

Egzamin HSK (Hanyu Shuiping Kaoshi - 汉语水平考试), po ostatniej reformie, ma 6 poziomów. Pierwszy poziom jest zapoznawczy. Egzamin „na zachętę”, żeby się obyć. Zadania przypominają trochę odróżnianie kota od samolotu. Wystarczy znajomość 150 słów (178 znaków).

Łatwo policzyć, że podczas trochę ponad dwuletniego pobytu w Chinach zdałem tych poziomów cztery.

Co to za znaczek” na początku? Jeśli się mu dobrze przyjrzeć to składa się on z 9 innych znaków (dwa się powtarzają) i... idealnie pasuje na tatuaż. Wygląda ładnie i skomplikowanie i oznacza — rodzaj makaronuBiang biang mian (mian to makaron).

Swoją drogą Chińczycy uważani są za twórców makaronu, wybór
jego rodzajów (i słownictwa z nim związanego) jest spory. Według jednej z często powtarzanych ciekawostek o Chinach, to właśnie stamtąd (dzięki Marco Polo) wziął się makaron we Włoszech. Jak myślicie, jest to prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz