Strony

26 sty 2017

Cele na 2017


Maraton w 2:30? Jak bardzo uda mi się zbliżyć do tego wyniku w 2017 roku?

Zdaję sobie sprawę, że jest to sztampowy temat i już w pierwszym zdaniu jest clickbait w postaci okrągłego wyniku. Kolejnej psychologicznej granicy”, która (tak jak popularna maratońska „trójka) istnieje tylko w głowie. Nie jestem fetyszystą okrągłych wyników, ale złamanie 2:30 w maratonie to jedno z wymagań maratonu w Lake Biwa. Zostało mi jeszcze 10 minut, a w 2017 postaram się urwać kolejne. Jeżeli ktoś nie lubi przydługich wstępów to wytłuszczone cele można znaleźć kilka akapitów niżej.


Zmęczony ale zadowolony ;)
O planach pisałem już w skrócie na „funpejdżu. Takie wpisy przychodzą naturalnie na początku roku (zbliża się już Chiński Nowy Rok ;)) i podobno sprawiają przyjemność zbliżoną do samego spełniania tych celów. Temat niekoniecznie chronologiczny, ale łatwy i przyjemny i mam nadzieję że pomoże mi „odrdzewić pióro” i wrócić do regularnego pisania. Na co dzień nie lubię zbyt dużo mówić, a gdzieś te wszystkie przemyślenia trzeba przelać :)

Sposobów na bieganie (i ogólnie sport) jest tyle ilu jest biegaczy. Przyjemność z ruchu można czerpać na różne sposoby i dopóki nie ociera się to o żadne skrajności czy obsesje wszystko jest ok. Typów biegaczy jest wiele i gdzieś nawet ostatnio czytałem ich humorystyczny przegląd (twardziel, analityk, endorfinka, życiówka, strojniś itd). Wydaje mi się, że jestem po trochu analitykiem, życiówką i samotnikiem według tego podziału.

Niektórym wystarczy utrzymywanie formy, wyjście od czasu do czasu na kilka — kilkanaście kilometrów (często bez zegarka). Inni żyłują się na kolejne życiówki i całe życie układają pod treningi i starty. Osobiście uważam, że jestem gdzieś pośrodku. Lubię myśleć o sobie jako 
biegaczu turyście”, ale analizowanie wyników, zdjęć (ułożenie nóg, miednicy, praca rąk itd.) i mierzalne poprawianie się z sezonu na sezon też sprawia mi ogromną frajdę. Na co dzień nie lubię też zbyt dużo mówić o swoim bieganiu, wolę po prostu pobiegać :)

Jak przystało na amatora bardzo lubię startować i jeśli byłoby to tylko możliwe (i rozsądne) robiłbym to nawet co tydzień, ale (na szczęście) mam kontakt z trenerem który trochę te zapędy uspokaja (no powiedzmy ;)). Udaje nam się to jednak pogodzić z planem i większość startów realizuję treningowo. Jak to mówią, czasem słaby występ na zawodach daje więcej niż najlepszy trening.




Lubię mieć mierzalne cele i uważam, że warto spisać je w jednym miejscu. Kiedy przyjdzie czas jest się z czego rozliczyć i wyciągnąć wnioski na przyszłość.


Po tym przydługawym wstępie, czas na konkrety. W 2017 jestem zapisany na dwa maratonyBoston na wiosnę i Chicago na jesieni. Na oba dostałem się przez kwalifikacje czasowe, jak już kiedyś wspomniałem nie mam szczęścia w losowaniach i nadal próbuję szczęścia w Londynie i Tokio. Nie wykluczam jakiegoś dodatkowego treningowego startu w innym maratonie, ale więcej niż dwa mocne w roku to dla mnie za dużo. W 2017 nie planuję też żadnego biegu dłuższego niż maraton, nadal uważam że jestem za młody na ultra (chodzi mi o staż biegowy, nie metrykę), a wielokilometrowe marszobiegi mnie zwyczajnie nie interesują (jeszcze, ale nie wykluczam że kiedyś może mi się to zmienić).

Cel główny:
Na ten rok to oczywiście ten drugi maraton. Lubię biegać jesienią, a trasa w samym Chicago jest też sprzyjająco płaska. Żeby tylko nie wiało (no chyba że w plecy). Plan jest prosty: zbliżyć się do 2:30. Jest to tempo 3:33, czyli gdzieś pomiędzy moimi obecnymi (i zeszłorocznymi) życiówkami na 10 km i półmaratonem. Czy to cel na wyrost i czy będę do tego gotowy? Na pewno czeka mnie sporo pracy.

Cele pośrednie:

W tej chwili moja życiówka na 10 km to 35:10 z Łodzi. Na pewno chcę poprawić ten wynik, pobiegłem go tydzień przed wiosennym maratonem. Na jesieni byłem gotowy na poprawę (piątka w 16:30 z czego przy sprzyjających warunkach powinienem połamać te 35 minut), ale nie zdecydowałem się na żaden start przed samym Nowym Jorkiem. Pierwszą sposobność będę miał już w marcu,  bo zapisany jestem na kultową” Maniacką Dziesiątkę w Poznaniu. Dozuję sobie te kultowe” biegi i sprawdzam o co ten cały ambaras.

Na pewno będę próbował też urwać trochę z życiówki w półmaratonie. Pierwsza sposobność to Półmaraton Warszawski. Spróbuję obronić 
blogowy tytuł, chociaż to raczej loteria i nie wydaje mi się żeby ktokolwiek traktował tego typu tytuły poważnie. Pojawi się kilka treningowych półmaratonów, ale nie zdecydowałem jeszcze gdzie. Poza Warszawą zapisany jestem też na półmaraton w stolicy Estonii. Jeszcze tam nie byłem, ale na razie za wcześnie żeby o tym myśleć :)

Mam tu też stałe punkty w swoim kalendarzu i w tym roku też się pewnie pojawią: półmaraton Białystok (zależy od dyspozycji, ale najprawdopodobniej znów jako zając). Oraz rodzinna Ostróda, chociaż pora roku i trasa mi nie sprzyjają, ale ogromną przyjemność sprawia mi bieganie 
u siebie” i sam fakt jak ta impreza z roku na rok się rozrasta (brawo Krzysiek!). Udało mi się też wylicytować numer 1 (w aukcji WOŚP) na ten bieg, więc jest kolejny powód, żeby tam być.

Inne:


parkrun:
Piszę to z perspektywy uczestnika, a nie koordynatora i na pewno chciałbym trochę nadrobić w temacie 
„turystyki pakrunowej”. Przy okazji wspomnianej Maniackiej Dziesiątki odwiedzę parkrun Poznań, a przy okazji wizyty w Białymstoku chciałbym w tym roku odwiedzić tamtejszy parkrun. Może uda się też znów odwiedzić jakiś zagraniczny, ale nie mam tu jeszcze żadnych konkretnych planów. Może uda się też znów zawitać na obóz w Świnoujściu.

Technika:
Nadal będę pracował nad swoją biegową techniką i sylwetką. Jest jeszcze sporo do poprawy. Co bym chciał zrobić w tym roku to na pewno trochę bardziej ustabilizować miednicę i chociaż trochę ograniczyć przyruchy prawej ręki i huśtanie barków. Wiem, że mało to mierzalne cele, ale są jest to coś nad czym będę dalej pracował.

Żywienie i suplementacja:
Tutaj mam bardzo duże pole do popisu jeżeli chodzi o poprawę, bo zwyczajnie jem w tej chwili to na co w danym momencie mam ochotę. Dietę trzymam tylko na dwa 
— trzy tygodnie przed maratonem i to wszystko. Staram się jeść zdrowo, ale często są to dosyć monotonne posiłki. Na pewno ograniczyć kawę i pić więcej wody.


Może kiedyś ich dogonię ;)

Zdjęcia nie mają nic wspólnego z tematem. Tym bardziej z obecnymi warunkami za oknem ;) Wszystkie pochodzą z II Biegu Wegańskiego (maj 2015) i są autorstwa runandtravel.pl.

4 komentarze:

  1. Popracujemy nad Twoją formą biegową jak i mentalną w Szklarskiej hihihihihi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie mogę się doczekać. Żeby tylko udało się pojechać! :)

      Usuń
  2. Sebastianie
    "Przyjemność z ruchu można czerpać na różne sposoby i dopóki nie ociera się to o żadne skrajności czy obsesje wszystko jest ok"
    nic, tylko się podpisuję pod tym :) Bardzo trafnie :)
    Powodzenia z planami Sebastianie :)
    Ciekawy jestem wrażeń z półmaratonu w Tallinie. Mieliśmy tam biec, jednak wygrała południowa Europa :)
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie, zdanie to w zasadzie truizm, ale nawet na przydomowym podwórku trafiam na osoby które gdzieś w te skrajności niestety idą. Dziękuję i postaram się więcej o tym starcie napisać :) Dużo zdrowia Piotrze! :)

      Usuń