Strony

10 wrz 2016

dwa tygodnie przed Tarczynem

Jesienny maraton planuję przebiec w tym roku w Nowym Jorku. Zostały niecałe dwa miesiące. Będę na bieżąco opisywał jak przebiegają przygotowania. Trasa nie należy do łatwych i płaskich (jak na przykład ta w Berlinie), ale jest to jeden z tych maratonów gdzie po prostu choć raz w życiu chciałbym być. Słyszałem i czytałem wiele pozytywnych opinii o tym biegu i nie mogę się już doczekać żeby tego doświadczyć na własnej skórze :)

robienie selfie też trenuję ;)


Nie jest tajemnicą, że zapisany byłem na ten bieg już w tamtym roku (na edycję 2015), ale na niewiele ponad dwa miesiące przed (końcówka sierpnia) skręciłem kostkę. Od roku dmucham i chucham na stawy skokowe i ogólnie wzmacniam stopy. Odważyłem się też przez to wystartować w kilku mniej płaskich biegach :)


3, 4 i ostatni to „życiówki” ;)

Do tej pory moja 
maratońska progresja wyglądała tak:

2016 Warszawa 2:40:01
2014 Berlin 2:51:24
2013 Warszawa 3:11:14
2012 Pekin 4:10:43

Nie udało mi się (jeszcze) dwa razy w jednym roku poprawić maratońskiej „życiówki”. Wiosenny start w OWM był właśnie spowodowany obawą, że do jesieni znów coś sobie zrobię... albo wymyślę kolejny wyjazd na pół roku... gdzieś ;) Wszystko wskazywało na to, że na zbliżony wynik byłem już gotowy w 2015. Przed samym OWM nie zrobiłem żadnego biegu długiego typu 30 km.

Wracając do teraźniejszości ;) Ostatnie dwa tygodnie po powrocie z obozu to trochę mniejsza objętość i mniej mocnych akcentów, żeby dać ciału czas na regenerację i adaptację. 



Poniedziałek to wolne od biegania i lizanie ran” po obozie. Dużo rozluźniania, regeneracji itd. We wtorek zrobiłem rytmy 16 x 200 średnio po 36 sekund, więc jakaś tam szybkość jest. Następny akcent dopiero w sobotę: 6 x 2 km. Było dosyć ciepło, a wcześniej „zającowałem” dwa biegi, ale nie wpłynęło to znacznie na ten trening i dosyć dobrze się czułem na prędkościach 3:35–3:40 (biegając po lesie).


selfie po rozbieganiu z Mamą
Pozostałe dni to rozbiegania. Łącznie wyszło ok. 110 km. Tydzień zamknąłem dłuższym wybieganiem po lesie Kabackim z Martą, jako wsparcie na rowerze. Bardzo miłe i budujące jak najbliżsi wspierają i dzielą pasję :) Kilka tygodni wcześniej odwiedziła mnie w stolicy Mama i też wybrała się ze mną na rozbieganie.


W tym tygodniu zrobiłem do tej pory dwa akcenty, w środę 3-2-1-1: 3 km po 3:42, 2 km po 3:31 i dwa razy kilometr: 3:17 i 3:06. Po tym treningu byłem bardzo zadowolony.


fot. Sebastian Zasępa


selfie po treningu fot. Sebastian Zasępa
W czwartek miałem w planie 16 x 400 metrów, ale wyszła z tego bardziej zabawa biegowa (ursynowska bieżnia na Koncertowej ma 333 metry). Maciek Małecki i Seba Zasępa robili też swoje treningi i pomogli zagrzewając dopingiem albo biegnąc razem niektóre odcinki. Dotarłem na bieżnię ostatni i jak kończyłem, chłopaki przetestowali też moją głowę mówiąc żebym dał sobie już spokój i skończył razem z nimi, ale się nie dałem ;) Seba dołączył na część ostatniego odcinka i ten wyszedł mi najszybciej. Dzięki chłopaki! :)

Piątek to lekkie 10 km rozbiegania, a w sobotę 5 km delikatnego rozruchu na parkrun Ursynów. Po zdjęciach widać, że jestem mocno pospinany, jest nad czym pracować.


parkrun z Martą :) fot. Aleksander Szeląg
W niedzielę planuję wystartować w półmaratonie, padło na Tarczyn. Blisko Warszawy, płasko... i zapowiada się gorąco... Forma chyba jest już życiowa, bo takich treningów nigdy wcześniej nie byłem w stanie robić, ale jednak trochę przeraża mnie ten upał. Próbowałem się ostatnio podbudować wspomnieniem z Singapuru,  ale jestem bardzo ciekawy co z tego wyjdzie. Relacja już niebawem.

2 komentarze:

  1. Sebastian bieżnię na koncertowej powinieneś biegać dwa razy przerwa dwa razy itd.. Dopiero wtedy będzie moc ;)

    OdpowiedzUsuń