Strony

6 wrz 2016

po co amatorowi obóz biegowy?


fot. Wojciech Kopeć
Drugi raz w życiu byłem na obozie biegowym. Pierwszy był na przełomie lutego i marca tego roku w Szklarskiej Porębie, a na drugi pojechaliśmy (z Wojtkiem Kopeć i kilkoma osobami z Teamu) do Świnoujścia. 


Można się śmiać, że Saint Moritz ani Iten to nie jest ale dla mnie obóz biegowy to przede wszystkim odpoczynek dla głowy. Łącząc treningi z pracą i codziennymi sprawami trzeba gdzieś to wszystko „wciskać”. Czasem kosztem rozgrzewki, czasem rozciągania, snu czy jedzenia w pośpiechu. Zwłaszcza po dłuższej przerwie od biegania powrót do mocniejszego treningu bywa wymagający: rano nogi z waty, wszystko boli, a trzeba wstać i iść do pracy.

Czasem brakuje motywacji, zwyczajnie się nie chce i szuka wymówek. Na obozie odchodzi sporo zmartwień dnia codziennego i zawsze jest ktoś do towarzystwa. 


Mam taką naturę, że lubię przebywać w samotności i bardzo sobie cenię czas dla siebie, ale niektóre treningi dużo łatwiej (i czasem przyjemniej, zależy od towarzystwa) robić z kimś :)

Prawda jest też taka, że wielu amatorów zwyczajnie trenuje za mocno, nie dając ciału możliwości adaptacji i odpowiedniego efektu treningowego. Warto mieć kogoś kto potrafi to dodatkowo ocenić z boku.



Jak już wcześniej pisałem wróciłem do regularnych treningów z początkiem sierpnia, pod koniec lipca miałem jeszcze badania wydolnościowe. Wojtek zmierzył poziom kwasu mlekowego na różnych tempach i ustalił progi dla treningów. Było widać po wartościach, że do formy daleko. Tętno rosło książkowo, ale zakwaszenie zwłaszcza na ostatnich (najszybszych) odcinkach za bardzo. Ostatni odcinek pokazał tylko „mocną głowę”, bo mimo bardzo wysokiego tętna i zakwaszenia próby nie przerwałem.

pętla krosowa - fot. Wojciech Kopeć

fot. Wojciech Kopeć

Także jadąc na obóz miałem już za sobą 3–4 tygodnie wprowadzenia. Tydzień przed obozem to same rozbiegania i tylko jeden mocniejszy akcent: 25 razy 400 m z przerwą 200 metrów w truchcie. Rzadko bywam na bieżni Agrykoli, ale wybrałem się właśnie tam żeby zrobić tą jednostkę. Przy okazji podpatrywałem jak wyglądają treningi kilku grup, które zbierają się w czwartkowe wieczory. Było tłoczno :)

fot. Wojciech Kopeć
Jak z mojej perspektywy wyglądał sam trening?

sobota:
Po podróży z Warszawy do Świnoujścia, 10 km bardzo spokojnego rozbiegania. Zapoznanie z okolicą, trasą krosową, dobieg do morza.

niedziela:
20 km długiego rozbiegania: 3 spokojne km do plaży i 17 km po plaży. Do wiatraka i od wiatraka do molo w Ahlbeck i z powrotem. Kiedyś podobno biegało się do granicy z Niemcami, ale dziś tej granicy nie ma i spokojnie można biec dalej. Po drodze mijamy niemiecką plażę nudystów.

poniedziałek:
rano: 5 km rozgrzewki (dobieg do pętli krosowej i jedna spokojna pętla 2,5 km żeby poznać trasę) + 3 mocne pętle i pomiar zakwaszenia, wychodzi że dałem z siebie za dużo i czwartej pętli już nie biegnę + 4 km truchtu po pętli i powrót
popołudniu: spokojne 6 km rozbiegania i ćwiczenia z piłkami lekarskimi (dwieście ileś powtórzeń, zgubiłem rachubę)

wtorek:
rano: 3 km rozgrzewki + dwa razy po 8 x 500 m / 300 m po pierwszej serii 6 minut przerwy i pomiar zakwaszenia, wychodzi że drugą serię mogę pobiec trochę szybciej + 2 km truchtu
popołudniu: spokojne 6 km rozbiegania i ćwiczenia na płotkach (tutaj wychodzi wiele braków i jest trochę śmiechu)

środa:
20 km spokojnego biegu, trasa podobnie jak w niedzielę tylko trochę wolniej

czwartek:
rano: 3 km rozgrzewki + dwa razy po 6 x 1000 m / 400 m po pierwszej serii przerwa 6 minut i pomiar zakwaszenia, na tych prędkościach (ok tempa półmaratonu) dobrze się czuje i drugą serię biegnę szybciej + 2 km roztruchtania
popołudniu: spokojne 6 km rozbiegania i ćwiczenia z piłkami lekarskimi

piątek:
rano: powrót do pętli krosowej, jedna spokojna i to samo co w poniedziałek tylko szybciej, po 3 mocnych pętlach pomiar zakwaszenia, wychodzi mniej niż w poniedziałek, ale czwartej pętli już nie biegnę, bo ciągle jest to duża wartość. Spokojny powrót truchtem.
popołudniu: już nie takie 
spokojne 6 km rozbiegania i ćwiczenia na płotkach (jest lepiej ale ciągle jestem największą łamagą obozu ;))

sobota:
rano: sprawdzian na parkrun (5 km)
popołudniu: powrót na krosową ścieżkę i rytmy na siodle” (zbieg-podbieg)

niedziela:
22 km długiego rozbiegania (tym razem do drugiego molo w Ahlbeck)

Łącznie:
ok. 185 km dobrej zabawy ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz