Strony

30 sie 2016

parkrun (Świnoujście)



parkrun Praga #23 - 19.10.2013
Chyba nie trzeba nikomu wyjaśniać czym jest parkrun? Swój „pierwszy raz” miałem w najstarszej warszawskiej lokalizacji (w Parku Skaryszewskim na Pradze) w październiku 2013, niedługo po powrocie z Chin. Bardzo spodobała mi się ta impreza i jak na początku 2015 roku (z kolei po powrocie z Indii i Nepalu) zamieszkałem na Kabatach i dowiedziałem się, że do otworzenia nowej lokalizacji (koło domu!) potrzeba tylko koordynatora, zgłosiłem się.

Okazało się, że wcześniej zgłosiła się też (dobrze znana wszystkim kabackim biegaczom) Basia Muzyka, do której dołączyłem na inauguracji 21. marca 2015. Bardzo przypadła mi do gustu ta idea cotygodniowych biegów i na palcach jednej ręki policzyć można sobotnie poranki, których w ciągu ostatniego półtora roku nie spędziłem na parkrun.


Inauguracja parkrun Ursynów - 21.03.2015

Nie miałem jednak zbyt wielu okazji na tzw. turystykę parkrunową”. W Międzynarodowy Dzień parkrun, w roli wolontariusza odwiedziłem parkrun Gdańsk i zrobiłem tam trochę zdjęć. W biegu udział wzięło wtedy ok. 180 osób.



Wręczenie nagród po lewej i moje plecy po prawej

Kolejna okazja na odwiedziny innego parkrun niż ten przydomowy” nadarzyła się w ubiegłą sobotę. Ostatni tydzień spędziłem na obozie (niedługo krótkie podsumowanie) w Świnoujściu. Drugim w tym roku (i ogólnie drugim w życiu obozie biegowym). W sobotę, przedostatniego dnia (miałem już „w nogach” ponad 200 km w 11 dni treningów z rzędu) wybraliśmy się na sprawdzian w ramach parkrun.


Tak jak pisałem poprzednio, wróciłem niedawno do treningów po „roztrenowaniu” po pierwszej części sezonu. Truchtałem w tym czasie żeby nie „zapuścić” się za bardzo, m.in. na czwartkowych spotkaniach biegowych, które od roku prowadzę na Ursynowie i na wspomnianym parkrun Ursynów. Cztery razy z rzędu (udało się) w tym czasie ten bieg wygrać, co mimo słabych wyników bardzo mnie cieszy. Staram się unikać zwrotów typu udało się, bo mimo że czas jest jaki jest (jeden z biegaczy zapytał mnie nawet po jednym biegu co się stało, że ostatnio ledwo biegam parkrun poniżej 19 minut), to był to dla mnie spory wysiłek (zwłaszcza że przeważnie były to biegi bez rozgrzewki). Robiłem w tym czasie też sporo ćwiczeń wzmacniających i korygujących wzorce ruchowe (o tym innym razem), po których mówiąc dosadnie ciężko było rano otworzyć oczy (uczucie piasku pod oczami) i podnieść z łóżka obolałe ciało.


Od samego początku przygody z bieganiem trenuję maraton, więc dystans pięciu kilometrów traktuję jako sprawdzian formy albo trening (udało mi się nawet kilka razy wygrać przydomowy parkrun robiąc trening interwałowy). W treningu maratońskim trudno o szybkość i „świeżość w nogach”.  Nigdy nie trenowałem biegania na innym dystansie i ciekawie widać tę „specjalizację” w zestawieniu najszybszych parkrun Ursynów. Z pierwszej trójki tylko Sebastian Polak (popularny „Słonik”) ma za sobą biegi na dystansie maratońskim i to z rezultatem sporo odbiegającym od jego możliwości i „zapasu szybkości” (PB 2:45:20 — 35. Maraton Warszawski, 2013).

Bieg o Puchar Burmistrza Olsztynka (fot. Oskier The Lonely Runner)


Przed samym roztrenowaniem” miałem jeszcze wypracowaną zimą formę, a już dużo mniej kilometrażu i mogłem trochę pobawić się szybkością, w 30 stopniowym upale pobiegłem piątkę” w 16:45 (Nutripol Bieg o Puchar Burmistrza Olsztynka), co jak do tej pory było moim najlepszym wynikiem na tym dystansie.

Wracając do Świnoujścia, tamtejszy parkrun zlokalizowany jest w Parku Zdrojowym. Piękny, niedawno zrewitalizowany park w bezpośrednim sąsiedztwie morza. Trasa to dwie pętle w kształcie połowy grotu strzały po mieszanej nawierzchni: asfalt, kostka i droga leśna (momentami nieutwardzona). Zmiana nawierzchni i sporo zakrętów wybija nieco z rytmu ale można tam zrobić dobry trening tempowy. Większość trasy jest zacieniona przez drzewa, co w taki dzień jak ostatnia sobota bardzo uprzyjemnia bieg.

Co od razu rzuciło mi się w oczy, to parkrun Świnoujście ma swoich lokalnych sponsorów, dzięki którym po biegu oferowany jest poczęstunek i woda dla każdego z uczestników. Po biegu miało też miejsce losowanie atrakcyjnych nagród. Dzięki czemu kiedy po około godzinie ostatnie osoby dotarły do mety towarzystwo nie rozeszło się.



Losowanie nagród po biegu

Czego nie widziałem na dotychczasowych parkrunach to ilość osób czynnie zaangażowanych w wydarzenie. Pomimo prowadzącego roweru, na każdym zakręcie stał (lub stali) dopingujący wolontariusze. Za ostatnią uczestniczką (nordic walking) dzielnie maszerowała kolejna dwójka. Przed biegiem poprowadzona została dynamiczna rozgrzewka w rytmie muzyki dobiegającej z bezprzewodowego głośnika przez bardzo roześmianą i energetyczną dziewczynę.

Rozgrzewka

Przed biegiem spisywane były na kartkę lokalizacje z których przybyli goście i przed samym startem podczas bardzo krótkiej odprawy zostały one wymienione. Przedstawiony został też oficjalnie znany długodystansowiec (z maratońskim rekordem życiowym 2:17:22)  Wojtek Kopeć, z którym przebywaliśmy na obozie. Organizowana była też zbiórka pieniędzy dla dwuletniego Tomka, który walczy ze złośliwym nowotworem oka.

Zbiórka na Tomka

Jak napisano w podsumowaniu biegu, był to rekordowy parkrun. 56 debiutantów, 121 uczestników, 20 wolontariuszy i nowy rekord trasy.

Przed startem


Co do samego biegu to kilku młodych siatkarzy (w biegu wzięła udział spora reprezentacja Jastrzębskiego Węgla) nie znając jeszcze swoich możliwości i specyfiki wysiłku na tym dystansie odpaliło na starcie „sprinterskie silniki”. Biegnąc od samego początku spokojnym stałym tempem minąłem pierwszego z nich po kilkuset metrach. Jak już wcześniej wspomniałem, miałem już „w nogach” ponad 200 km (ten był też 3. dniem z kolei z „mocnym akcentem”), także zupełnie nie miałem szybkości. Bieg to okolice mojego tempa półmaratonu.

Na trasie parkrun Świnoujście
Po około pierwszym kilometrze dołączył do mnie Piotrek, kolega z drużyny i miałem nadzieję że razem będziemy „trzymać to tempo”. Piotrek zerwał i patrząc na zegarek chciałem tylko zapytać czy aby na pewno uważa że to dobry moment na próbę „łamania” 16 minut. Rzuciłem tylko żeby trzymał tempo spokojnie i skupiłem się na oddechu, bo było już dosyć ciepło. Zrywanie tempa spowodowało, że za jakiś czas biegłem już sam z prowadzącym rowerem. Na ostatnim kilometrze nie wiedziałem ile mam przewagi, a nie chciałem się odwracać i pytałem najpierw mijanych wolontariuszy, a później prowadzącego bieg na rowerze. Ale musiałem (już) niewyraźnie mówić, bo w obu przypadkach usłyszałem, że jeszcze kilometr.

Ostatnia prosta to już sprint do mety. Dobiegłem na pierwszej pozycji i poprawiłem rekord trasy o ponad minutę. Najprawdopodobniej (tak jak na Ursynowie) rekord ten długo się nie utrzyma, ale cieszy. Tutaj zapis trasy.

Zwycięstwo i nowy rekord trasy

Po biegu moją uwagę zwróciła dziewczyna o budowie długodystansowej biegaczki w pięciopalczastych butach. Od ponad roku (od skręcenia stawu skokowego) sam noszę tego typu buty i wzmacniam stopy, ale jeszcze nie próbuję nawet w nich biegać, a co dopiero 5 km. Okazało się, że jest fizjoterapeutką i trenuje karate. Stąd silne nogi i minimalizm.


Z Team Kopeć, trenerem i organizatorami po biegu

Podsumowując, polecam parkrun Świnoujście i przy każdej nadarzającej się okazji będę tam wracał! :)

2 mile dla pokoju w Helsinkach, 2014
Tak na marginesie idea parkrun nie ma monopolu na tego typu biegi i istnieją na przykład biegi dla „harmonii i pokoju” związane z osobą Sri Chinmoy. Będąc w Finlandii na weselu znajomego miałem okazję pobiec (i wygrać) jeden z tego typu biegów (2 mile dla pokoju) w Helsinkach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz