Strony

26 wrz 2013

10k Lenovo — wspomnienie

8. sierpnia 2013 — Park Olimpijski w Pekinie. Dokładnie 5 lat wcześniej w pobliskim Ptasim Gnieździe odbyła się z wielką pompą inauguracja letnich Igrzysk Olimpijskich.

Data 08/08/08 nieprzypadkowa — 8 to dla Chińczyków liczba szczęśliwa.


Od biegu minęły już prawie dwa miesiące, a od niecałego miesiąca jestem w Polsce. Czas nadrobić zaległości na blogu, bo zebrało się już kilka biegów o których mogę napisać parę słów, a jeśli nie zrobię tego przed 35. Maratonem Warszawskim (przyszła niedziela), to znając siebie temat już ciężko będzie mi ruszyć.

Podczas biegu na najwyższy budynek Pekinu spotkałem znajomego Amerykanina z Heyrunners. Zaproponował mi żebym dołączył do ich grupy wspólnie przygotowującej się do pekińskiego triatlonu (odbył się w zeszły weekend, a kilka osób w grupie odnotowało nawet znaczące sukcesy). Teraz szykują się na Szanghaj.

Gdyby kogoś interesowały informacje z drugiej ręki o triatlonach w Azji to służę pomocą. Przykładowo nie polecają triatlonu w Hongkongu. Bieg to 4 okrążenia parkingu. Jazda na rowerze to 3 okrążenia po drodze serwisowej. Co najwyżej część pływacka jest interesująca, bo mimo braku ładnej plaży (z nadbrzeża portowego) to jest w słonej wodzie.

Spotykają się na skrzyżowaniu niedaleko południowej bramy parku Chaoyang o 5 rano by przejechać wspólnie przeważnie ok. 30-40 km (zależy komu i jak spieszy się do pracy). Miejsce doskonałe, mieszkałem jakiś kilometr stamtąd. Czas już niekoniecznie. Dałem się jednak namówić na wspólny trening i nie żałuję.

Po pierwszej takiej wspólnej przejażdżce siedzę na kawie z Niemcem i Francuzem, im dwóm akurat tego dnia nie spieszy się do pracy. Ja planuję jeszcze trochę potruchtać, więc daję nogom odrobinę odpoczynku.

Niemca już zdążyłem wcześniej poznać i wspólnie pobiegać przy kilku okazjach. Wypija on swoją herbatę i odjeżdża na pływalnię. Z Francuzem rozmawiam po raz pierwszy. Mieszka w Pekinie ponad 8 lat i zajmuje się organizacją wydarzeń (czy tam eventów). Jednym słowem zna sporo ludzi i wszędzie go pełno.

Po standardowym kim jesteś?  i co tu robisz?, rozmowa krąży wokół ich przygotowań do triatlonu i moich do maratonu. Narzekam trochę, że w ponad dwudziestomilionowym mieście jest organizowane tak mało imprez biegowych. Francuz mówi mi, że jest tego sporo tylko mają słabe nagłośnienie medialne i większość jednak jest kierowana tylko do Chińczyków.

Faktycznie, w końcu ilu jest tu biegających obcokrajowców żeby specjalnie dla nich przygotowywać angielskojęzyczne strony i dodatkowo płacić za publikację na portalach przeznaczonych dla ekspatów?

Jeśli jakiejś imprezie zależy na podkreśleniu przymiotnika międzynarodowy to równie dobrze może zaproponować grupie biegowej pakiet preferencyjny dla jej członków jak to było w przypadku biegu w Jinshanling.

Jak się nad tym zastanowić to w Polsce też tylko większe biegi z odpowiednim zapleczem sponsorskim przedostają się do jakichś innych kanałów medialnych niż fora, strony poświęcone bieganiu czy ewentualnie prasa specjalistyczna.

Także Francuz obiecuje mi, że jak usłyszy o jakimś biegu to da mi znać.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem podsyła mi link do biegu Lenovo. Strona całkowicie po Chińsku. Ale z tego co jestem w stanie wyczytać to: 10 km w parku Olimpijskim, za darmo, a po biegu impreza rockowa.

Super!

Ale czytam dalej: rejestracja już zamknięta! Bieg za dwa dni (w czwartek o 19, czyli musiałbym odwołać lekcję Chińskiego).

Odpisuje mu, że dzięki bardzo ale to już po ptakach. Na co on mi odpowiada, że zna tam jakichś ludzi i jeśli chcę biec to dostane pakiet dla VIP-ów.

Przesyła mi maila z informacjami. Duży plik z prezentacjami. Głównie jest to promocja nowej aplikacji Lenovo do biegania (taki kolejny klon Endomondo, RunKeepera czy Stravy). Bieg ma głównie służyć jego promocji. No i podobno wielki szef jest sporym entuzjastą biegania.

Kilka godzin przed wyjściem z biura Francuz pisze mi, że będzie w namiocie VIP-ów i że pada mu bateria, więc spotkamy się już na miejscu. Pytam czy on już tam jest, ale nie dostaję odpowiedzi.

Odwołuję lekcję i decyduję się, że do parku podjadę rowerem. Według maila na miejscu należy stawić się ok. 18, a z biura do parku jest jakieś 20 km. W godzinach szczytu dojazd taksówką odpada, a z metra w pekińskie lato nie lubię korzystać.  Na zewnątrz niemiłosierne upały, a w metrze można zmarznąć. Do tego ścisk o tej porze i... spoceni ludzie. Jeśli gdzieś kiedyś słyszeliście pogląd, że Azjaci się nie pocą (tak, bywają ludzie którzy tak twierdzą) to nieprawda. Mają mniej gruczołów potowych ale w ścisku nie czuć różnicy.

Podobno w Polsce były wtedy rekordowe upały, a jak czytałem jakieś relacje to często rzucało mi się w oczy takie cudo jak temperatura na słońcu. Dlaczego tak wiele ludzi ciągle nie rozumie, że mierząc w ten sposób otrzymują temperaturę ogrzanego termometru, a nie powietrza?

W każdym razie w Pekinie bez widocznego słońca, temperatura powietrza też dawała się we znaki.

Dojazd rowerem zajął mi około godziny, a po fakcie okazało się że średnią prędkość jazdy miałem zbliżoną do tej z jaką pobiegłem.

Na miejscu kieruję się wprost do namiotu VIPów. Ładuje się tam razem z rowerem i od razu łapię za butelkę z mineralką chłodzącą się w sporej beczce. Chłodzą się tam też piwa. Nikt na mnie nie zwraca uwagi. Szybko orientuję się też, że nie ma tam mojego znajomego.

Czas ucieka, ludzie odbierają swoje paczki startowe. Decyduję się sam zapytać o mój pakiet startowy. W końcu z tego co zrozumiałem, zapisał mnie na ten bieg.

Obsługująca wydawanie pakietów dziewczyna nie mówi zupełnie po angielsku. Nie ma mnie też na liście startowej. Tłumaczę pobieżnie sytuację, ale nagle zdaje sobie sprawę, że znam tylko zdrobnienie imienia mojego kolegi. Nic jej ono nie mówi. Tłumaczę to sobie tym, że pewnie ma jakieś inne chińskie.

Cóż, stwierdzam że jeśli to wszystko to jakiś głupi żart to i tak pobiegnę, a później napiję się tego zimnego piwa. Straciłem już wystarczająco dużo czasu żeby tu przyjechać.

Niedługo potem, spóźniony pojawia się mój znajomy. Przeprasza, ale miał sesję zdjęciową do Runner's World w parku Chaoyang, która się odrobinę przedłużyła. Redaktorka zajmująca się sesją okazuje się być naszą wspólną znajomą.

Dziewczyna wydająca pakiety okazuje się znać mojego znajomego, ale tłumaczy mu że nie ma mnie na liście i nie ma już wolnych pakietów.

Tu zaczyna się robić dziwnie. Francuz idzie z kimś porozmawiać, a za chwilę wraca mówiąc że dwa pakiety nie zostały jeszcze odebrane. Muszę tylko chwilę poczekać. Ok, idę się w takim razie przebrać bo czasu zostało niewiele.

Kiedy wracam już przebrany, dostaje torbę z numerem startowym, koszulką w rozmiarze XXL i jakimiś drobnymi gadżetami. W zestawie nie ma czipu, więc pomiar czasu jedynie indywidualny. Mówi mi tylko, trochę przez śmiech, że nie mogę z tym numerem być w pierwszej trójce.

Na co ja całkiem poważnie odpowiadam, że się postaram ale nie wiem kto tutaj biegnie i jak ostatnio pobiegłem sobie półmaraton to ku własnemu zaskoczeniu przybiegłem pierwszy. Chiny! Tu wszystko jest możliwe.

W takim razie znajomy decyduje się oddać mi swój numer, a sam bierze ten mój. Cała sytuacja co najmniej dziwna, ale ja chcę tylko pobiec.

Kierujemy się do miejsca startu. Numer który mi oddał jest VIP-owski, miejsce startowe oddzielone jest taśmą od reszty biegaczy. On ze zwykłym numerem musi iść za taśmę.

Wśród VIP-ów rozpoznaję znajomą redaktorkę. Sporo osób robi nam tam zdjęcia, ale nie udało mi się zdobyć żadnego z nich.

Na scenę wchodzą jacyś chińscy celebryci i prowadzą rozgrzewkę. Przypomina ona jakiś intensywny aerobik. Słońce zaraz zajdzie, ale powietrze jest wręcz pustynne. Trzydzieści kilka stopni. Raczej oszczędzam się z tą rozgrzewką, bo jest według mnie za intensywna i za późno. Patrząc po twarzach ludzi to wielu dała się ona we znaki.

Po rozgrzewce jakaś oficjalna przemowa i tasiemka oddzielająca VIP-ów od reszty biegaczy zostaje zdjęta. Stoję gdzieś w drugim rzędzie przy linii startu.

Bieg rozpoczyna się z prawie kwadransowym opóźnieniem, ale w tym upale myślę że nikt nie miał organizatorom tego za złe.

Początek jak już przywykłem na chińskich zawodach bardzo ostry. Większość ludzi przecenia swoje możliwości. Sam też daję się ponieść i pierwszy kilometr biegnę za szybko. Jedną z wyprzedzających w pewnym momencie jest dziewczyna w pomarańczowej koszulce. Zapada mi ona w pamięci, bo wyprzedzając mnie macha do mnie i woła Hello!.

Po jakichś dwóch kilometrach zaczynam mijać wszystkich tych którzy przeszarżowali. Ciężko mi ocenić ile biegaczy jest przede mną, bo park nie został zamknięty na ten bieg. Są tu też inni biegacze, są też spacerowicze. Dziewczyny w pomarańczowej koszulce jednak nie widzę.

Mijam stoisko z wodą. Młodzi ludzie stoją przy stolikach i podają kubeczki. Rezygnuje z picia, bo mimo upału to jednak za krótki i za intensywny bieg.

Cała trasa to dwa pięciokilometrowe okrążenia. Jako że nie ma czipów to całą drogę zastanawiam się skąd będą wiedzieli kto już przebiegł pierwsze okrążenie. Nie będą przecież kazali się zatrzymać żeby odznaczyć flamastrem ptaszka na numerze startowym, jak to było na jednej z pętli na Wielkim Murze.

Mijając pierwszą piątkę rzecz staje się jasna. Wręczają czerwone wstążeczki. Mijam linię startu. Nie zwalniając wystawiam dłoń po wstążeczkę i... nie udaje mi się jej złapać. Kilka myśli przebiega mi po głowie. Zatrzymać się? Wrócić?

Stwierdzam, że może ktoś mnie zapamięta że tędy już przebiegałem. Nawet nie próbuję się odwracać. Gdy nagle ktoś do mnie podbiega i wręcza mi wstążeczkę. Miło z jego strony!

Przy drugim okrążeniu robi się już ciemno. Tym razem mijając stoisko z wodą chcę chociaż zwilżyć usta, bo mi całkiem wyschły. Bieg w ponad trzydziestu stopniach daje się we znaki.

Krzyczę z daleka: „woda!”. Lecz bez odzewu. Obsługa biegu najwidoczniej się znudziła. Nie trzymają już kubków tylko siedzą przy stolikach, na których one stoją. Kiedy mijam ich stanowiska mają miny, w których odczytuje zdziwione „no przecież masz nalane”.

Przy prawie 16 km/h nie jestem w stanie zgarnąć kubka ze stolika bez zatrzymania. Przebiegam bez wody.


Na jakimś ósmym kilometrze zauważam w końcu dziewczynę w pomarańczowej koszulce.

Jej na początku bardzo szybki bieg w tym momencie przeszedł już w trucht. Wyprzedzając też jej macham i mówię coś motywującego.

Po minięciu mety mówią mi, że byłem czwarty. Szczerze mało mnie to interesuje i czym prędzej szukam wody. Kieruję się do namiotu VIP. Za czas jakiś dołącza do mnie znajomy Francuz. Dzielimy się wrażeniami i poznajemy jakichś tam ludzi. Tłumaczy mi, że to część jego pracy żeby bywać w takich miejscach. Zdobywać i podtrzymywać kontakty.

Mija nam tam trochę czasu i nagle zagaduje do mnie jakiś Chińczyk z krótkofalówką w ręku. Nie mogą znaleźć biegacza, który przybiegł trzeci. Wręczenie nagród ma być dla trzech pierwszych miejsc. Wielki szef chce mieć na scenie trzy osoby. Decydują, że trzecią osobą będę ja. Śmieje się, ale nie protestuje.

Inną śmieszną rzeczą w całej tej historii jest to, że na krótko przed tym wydarzeniem biegając w deszczu zepsułem telefon. Od wielkiego szefa dostałem... telefon... wodoodporny!

Tutaj moje metryki biegu z endomondo. Moja nowa życiówka na tym dystansie. Według własnego pomiaru 37:56.

Takie oto zdjęcia przesłała mi znajoma redaktorka, której fotograf był z nią na miejscu:











6 komentarzy:

  1. Jak zwykle rewelacyjnie, tak w bieganiu jak i w pisaniu. Widziałem, że biegałeś ostatnio po Ursynowie oraz we Wrocławiu. To gdzie teraz mieszkasz?

    Trzymam kciuki za Twój start w niedzielę. Ile poniżej trzech godzin chcesz zejść?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Jestem do jutra na delegacji we Wrocławiu, a mieszkam na Ursynowie.
      Też biegniesz w niedzielę? Dla mnie wszystko poniżej 3:30 będzie sporym sukcesem, bo jak na razie życiówkę z maratonu mam 4:10. Oczywiście liczę na trochę lepszy wynik :)

      Usuń
  2. Za mało biegam, żeby się porywać na maraton. Za tydzień Biegnij Warszawo, w marcu półmaraton i potem Puchar Maratonu (5, 10, 15, 20, 25). Jeśli dam radę do końca (rok temu skończyłem na 15), to spróbuję w maratonie. Obserwuję progres Twoich wyników z lekką zazdrością, ale cieszą mnie strasznie Twoje sukcesy.


    W niedzielę będę trzymał za Ciebie kciuki, obyś nie miał głupich problemów typu buty, picie, tłok, itp. Toi-toiów powinno być wystarczająco dużo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że 2014 będzie dla Ciebie przełomowy pod tym względem! Życzę powodzenia!

      Zapewne spotkamy się na którymś z tych biegów.
      Na Biegnij Warszawo też już się zapisałem. Wygląda na to, że to świetna impreza jest. Tylko nie wiem czy zdążę na nią wrócić. Mam imprezę rodzinną na Warmii dzień wcześniej.

      Co do niedzieli to wielkie dzięki! Mam nadzieję, że nie zjedzą mnie nerwy i starczy mi motywacji. Staram się ostatnio pozytywnie nastrajać, bo to co dzieje się w głowie jak kończy się paliwo jest ciężkie do opisania :)

      Usuń
  3. Nie ma jeszcze Twojego końcowego wyniku, ale do 35km trzymasz na każdym odcinku prawie równe tempo 4:20. Bez względu na ostateczny wynik, już składam Ci moje serdeczne gratulacje.

    OdpowiedzUsuń