Strony

7 sie 2013

Vertical Run 2013 — „bieg wertykalny”

(fot. verticalrunning.org)
Biegi po schodach czy z angielska: tower running, urban running, stair climbing. Czyli wspinanie się po schodach wieżowców.

To raczej nietypowa i mało jeszcze znana dyscyplina biegowa. Przynajmniej tak mi się wydaje.

W ubiegłą sobotę, 3. sierpnia po raz pierwszy rozegrane zostały zawody tego typu w Pekinie.

Nazwano je po prostu „Vertical Run 2013”.

Wszystko podobno zaczęło się gdzieś w latach osiemdziesiątych od zawodów na Empire State Building — 86 pięter i 1576 stopni schodów.

W Polsce był bieg we Wrocławiu w nieistniejącym już dwudziestokilkupiętrowym budynku Poltegor. Jest bieg na budynek Altus w Katowicach. No i mamy też w Warszawie bieg na Rondo 1 — 836 schodów i 37 pięter.

Bieg w Pekinie na China World Summit Wing Hotel to 82 piętra i 2041 stopni schodów. Budynek jest częścią kompleksu nazwanego The China World Trade Center. Znajduje się w nim pięciogwiazdkowy hotel Shangri-La.

Nazwa oczywiście pochodzi od mitycznej tybetańskiej krainy opisanej przez Jamesa Hamiltona.

„Mitycznej” do 2001 roku kiedy to Zhongdian na północy Yunnanu przechrzczono, żeby skusić nazwą turystów.

Nie jest to jednak najwyższy budynek w Chinach. W tej chwili (od 2007 roku) najwyższym budynkiem jest Shanghai World Financial Center, czyli tzw. „otwieracz”.

Bieg w Pekinie został wpisany do serii VWC — „Vertical World Circuit”. Jako jeden z ośmiu biegów w wieżowcach na świecie. Cztery w Azji, dwa w Europie i kolejne dwa w obu Amerykach. Rozegrany został jako czwarty z kolei w tym roku.

Następny jest bieg w Wietnamie — 15. września.

W ramach „przygotowań” do biegu odpuściłem środowe interwały i piątkowy bieg żeby dać trochę odpoczynku nogom. Mieszkam na szóstym piętrze i po codziennym treningu wbiegam do domu po schodach.

Tyle że schody mam nieoświetlone i na zewnątrz budynku, a przeważnie biegam wieczorem więc ciężko to nazwać treningiem. Wbiegałem skacząc po dwa schodki. Nie mam też w budynku poręczy na klatce schodowej, a ta podobno jest w tej dziedzinie sportu bardzo ważnym element.

Tydzień wcześniej pojechałem do prowincji Hunan żeby wbiec na Hengshan (1300 m) — moją ostatnią z Pięciu Gór Chin. Chodzenie po chińskich górach to nic innego jak wspinanie się po schodach. Napiszę w wolnej chwili notkę o tych pięciu górach.
(fot. http://sportingrepublic.com/newsletter/aug_2013.html)

Przed biegiem


Pisząc o moim ostatnim biegu w Xiwuqi wspomniałem, że był to najlepiej przygotowany bieg w jakim do tej pory brałem udział. Muszę to powiedzieć jeszcze raz.

Ta impreza była jeszcze lepiej przygotowana! Zapewne przyczynił się do tego prestiż miejsca (pięciogwiazdkowy hotel) i lista sponsorów. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to znalazłbym tylko jeden drobny mankament o którym jednak nie mam zamiaru wspominać. Nieistotny szczegół.

Miejsce odbioru pakietów startowych było dobrze oznaczone i łatwe do znalezienia. Na miejscu nikt nawet mnie nie zapytał czy mówię po mandaryńsku. Obsługa mówiła płynnym angielskim. Szybko też znalazła się hostessa, która mi towarzyszyła od stolika do stolika. Nie było to konieczne, ale za to bardzo gościnne.

Jednym z dokumentów dołączonych do aplikacji był formularz medyczny. W dotychczasowych biegach w jakich brałem udział podobne dokumenty sprowadzały się do miejsca na podpis, ewentualnie odznaczeniu kilku chorób: „Tak, jestem zdrowy. Tak, zdaję sobie sprawę z ryzyka”.

Tutaj też była lista kilku chorób. Dodatkowo na dole formularza była mała tabelka z pulsem, ciśnieniem i tajemniczą wartością SRT. Gdyby nie ten ostatni wskaźnik byłem gotowy wpisać z pamięci wartości jakie podano mi przy ostatnim badaniu. Nie znalazłem odpowiedzi w google co to za skrót. Zwłaszcza w kontekście dwóch pozostałych (HR i BP).

Na miejscu okazało się, że jest tu ekipa medyczna która bada te metryki przy rejestracji — jednym ze sponsorów był szpital. „Tajemnicze SRT” zbadano urządzeniem w które musiałem szybko dmuchnąć po nabraniu powietrza do płuc. Wtedy też dotarło do mnie, że tajemniczy skrót to po prostu spirometria.

Przed biegiem wiedziałem tylko, że najlepsi w tym sporcie pokonują ten dystans w czasie zbliżonym do 10 minut.
Bieg zorganizowany był w ten sposób, że podzielono zawodników na kilkunastoosobowe grupy i puszczano każdą kolejną grupę równo co 5 minut. Czas startu można było wyczytać z numeru startowego. Mój numer to 1045N.

Odliczanie do startu
Po prawej linia startu, po lewej wąska klatka schodowa

Nigdy wcześniej nie wbiegłem wyżej niż kilka pięter. Po wbiegnięciu na około 10 pięter czułem suche usta i trochę brakowało mi oddechu. Na klatce schodowej było po prostu odrobinę duszno. Na początku skakałem po dwa schodki.

Szybko jednak znalazłem swoje optymalne tempo, złapałem oddech i skakałem po jednym schodku. W mgnieniu oka minęło mi 30 pięter i zaczęło się to robić lekko monotonne, w międzyczasie ktoś powiedział mi że biegnę pierwszy. Zaraz po tym zacząłem wyprzedzać wolniejszych biegaczy z poprzedniej grupy. Trochę brakowało mi tu do motywacji elementu współzawodnictwa.

Na każdym piętrze stały osoby pilnujące przebiegu zawodów. Warto uświadomić sobie, że to naprawdę sporo osób. Do tego zorganizowane były punkty medyczne i dwa punkty z wodą. Nie planowałem wcześniej pić przy tak krótkim biegu. Ale zatrzymałem się przy obu.

Szara, wąska klatka schodowa. Trochę duszno. Na półpiętrach specyficzne pojemniki z trutkami na szczury. Zacząłem się zastanawiać jaką przyjemność można czerpać z takiego biegu.

Kilkanaście minut człapania po schodach i za zakrętem widać dzienne słoneczne światło. Świeże powietrze uderza swoim żarem. Upalne pekińskie lato. Ostatnie stopnie prowadzące na dach wieżowca są już na otwartym powietrzu.

Dach wyłożono zieloną wykładziną. Ostatnie metry do mety i zakładają mi na szyję pamiątkowy medal z widoczną liczbą 2041. Jest uczucie satysfakcji i przyjemność z ukończenia. Mój czas to 14:37,4. Zegarek z krokomierzem pokazał 2,36 km.

Tego dnia pogoda (a dokładniej zanieczyszczenie) dopisała. Dla samego widoku z góry: było warto!
Na szczycie budynku
Na dół budynku zjechaliśmy już windą. Zjeżdżał nią też jeden z obsługujących bieg Chińczyków. Przez jego krótkofalówkę dało się dosłyszeć, że jednemu z biegaczy zrobiło się niedobrze. Faktycznie patrząc na listę wyników całkiem sporo osób tego biegu nie ukończyło.

Bieg wygrał Thomas Dold wielokrotny mistrz w biegach po schodach. Od kilku lat co roku pierwszy wbiegał na Empire State Building. Aktualny rekordzista świata w bieganiu do tyłu.

Drugie miejsce zajął Piotr Łobodziński. Gratulacje!

Piotr to najlepszy polski „towerrunner”, obecny lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w bieganiu po schodach. Trzecie miejsce w klasyfikacji VWC.

Z Piotrem, liderem Pucharu Świata i Melissą Moon z Nowej Zelandii

Piotr mieszka w Warszawie. Ma 28 lat i uprawia ten sport od 2 lat. Lata po świecie by ścigać się po schodach najwyższych budynków świata.

Trzecie miejsce zajął 巍赫, amator z Chin. Bardzo szybki młodzieniec. Uzyskany przez niego czas to światowy poziom. Złapałem go na chwilę rozmowy na parkingu przed budynkiem, gdzie wsiadał właśnie na swoją Hondę Ninja. Ja odjechałem na mojej wysłużonej szosówce.



Szwedzka gwiazda biegania w Pekinie — Linus nie wziął udziału w tych zawodach. Biegł swój pierwszy raz na 100 km w Sztokholmie. Który wygrał pomimo tego, że do końca utrzymywał że jedzie tylko na dłuższe wybieganie. Gratulacje!

Przybiegłem 11 sekund za Neilem. Jednym z trenerów heyrunning i zastępcą Linusa, zwycięzcą biegu na Wielkim Murze. Zająłem 28. miejsce wśród mężczyzn i 11. w kategorii 18–29. Jeszcze przez kilka miesięcy się do niej zaliczam...

Wyniki zawodów można znaleźć tutaj. Tutaj dostępny jest krótki film nagrany przez organizatora.

Wirtualna Polska
, tvp i kilka innych portali wspomniały o mnie przy okazji notki o biegu.

Pamiątkowy medal

4 komentarze:

  1. Sebo... bieganie po schodach? Wolę jak opisujesz i wrzucasz fotki z miłych dla oka miejsc, a nie z hotelowych wnętrz. Relacja jak zwykle super i gratuluję wyniku :)

    Pozdrawiam Tomek

    OdpowiedzUsuń