Strony

15 sie 2013

co tam słychać panie dzieju?

Za dwa i pół tygodnia wyjeżdżam z Chin. Wracam do Polski po ponad dwóch latach.

Mam przez to trochę spraw na głowie, więc blog schodzi na dalszy plan. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mój blog bardziej przypomina wpisy do gazety niż standardowego „blogaska” i uznałem to za komplement. Chciałbym utrzymać ten poziom, więc wpisy przeważnie nie są „pisane na kolanie” i pojawiają się tak często jak mi na to czas pozwala.

Między innymi pomagam ostatnio w rekrutacji na moje stanowisko. Uczestniczyłem już wcześniej w takich rozmowach, ale wtedy bardziej w ramach pomocy zapracowanym kolegom z biura.

Teraz mi pomagają, bo jak do tej pory wszyscy kandydaci to Chińczycy. Jak taki kandydat wpisze w CV, że język angielski ma na poziomie CET-6 to jest cień szansy że się dogadamy. CET-4 — po przedstawieniu się przechodzimy na mandaryński...

Niestety muszę przyznać, że jak do tej pory WSZYSCY kłamią mijają się z prawdą w swoich CV. Ciekawe doświadczenie siedzieć z drugiej strony biurka. Pewnie odkrywam tutaj prawdę objawioną, ale jeśli ktoś wybiera się na rozmowę o pracę to:
— zastanów się i odpowiedz najpierw sobie, dlaczego akurat tutaj chcesz pracować
— nie kłam! to wszystko widać!

Z tym mijaniem się z prawdą w CV jest podobnie jak z ogłoszeniami mieszkań do wynajęcia. Opisy i zdjęcia mają się tu nijak do rzeczywistości. Kiedyś oburzony zapytałem jednego z Chińskich kolegów jaki to ma sens jeśli przez takie ogłoszenia musisz tracić czas i oglądać wszystkie mieszkania w okolicy i cenie która cię interesuje. Odpowiedział mi zdziwiony moim pytaniem, że to przecież tylko reklama. No tak, w reklamach się kłamie. Proste.

W ostatnim tygodniu wziąłem udział w biegu Lenovo na 10 km (trzecie miejsce i nagroda wręczona przez wielkiego szefa Lenovo, który podobno jest wielkim entuzjastom biegania) i w „The Color Run”, który przeszedłem. Opiszę to już po powrocie.

W niedzielę po kolorowym biegu podszedłem do egzaminu z języka mandaryńskiego (HSK 4). Mam w szkicach przygotowany tekst o nauce tego języka, ale ciągle uważam że czegoś tam brakuje.

W tamtym tygodniu nauczycielka wręczyła mi pożegnalny prezent, a dziś mamy ostatnią lekcję i teraz to moja kolej.

W ten weekend wybieram się nad chińskie morze w ramach firmowej integracji, a w przyszłym tygodniu na krótki urlop do Singapuru.

Byłem już tam w marcu i tak mi się spodobało, że postanowiłem wziąć tam udział w jakimś biegu. Jest ich tam (jak i biegaczy) bez liku. Pobiegnę w biegu na 15 km przy marinie, ładne tam są widoki. Powinien być przyjemny bieg.

Lot do Polski mam przez Dubaj i według mojego planu powinienem tam pobiec jakieś dłuższe wybieganie. Szukałem na forach Polaków, którzy tam mieszkają żeby ewentualnie razem pobiegać, ale okazuje się że za gorąco. Biegają w klimatyzowanych siłowniach.

5 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Kiedyś na pewno! ;)
      We wrześniu raczej nie planuję, chociaż nie mówię hop, bo raz tak się zdarzyło, że zamiast przez Moskwę do Warszawy to przez Kopenhagę do Gdańska leciałem... życie jest pełne niespodzianek :)

      Usuń
  2. Dlaczego nic nie słychać panie dzieju? :) Jak przeprowadzka, jakieś zawody w międzyczasie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę byłem zajętym, już nadrabiam zaległości :)
      Do końca tygodnia jestem na delegacji we Wrocławiu i przygotowuje się do maratonu warszawskiego (już teraz to głównie mentalnie ;))

      W międzyczasie pobiegłem w Singapurze na 15 km (drugie miejsce w kategorii OPEN) i półmaraton w Płocku (18. miejsce w kategorii M30 i nowa życiówka).

      Usuń
    2. Dzięki bardzo za zainteresowanie, trochę mnie to zmobilizowało. Kolejny wpis już gotowy, następny niebawem :)

      Usuń