Strony

5 cze 2013

6/4 — dzień jak co dzień

Wybrałem się wczoraj, w ramach „łapania świeżości” przed przyszłotygodniowym biegiem na Wielkim Murze, na krótką przejażdżkę rowerem.

Mimo, podchwyconej przez media, specyficznej jak na środek dnia aury (tak, miałem na sobie maskę).

Z ciekawości, z uwagi na znaczącą datę, objechałem plac „Niebiańskiego Spokoju”.

By stwierdzić, że nic tam nie wskazywało na jej (daty) wyjątkowość. Turystów trochę mniej niż w weekend, milicji i wojska tyle samo. Dzień jak co dzień.

Rok 1989 też był rokiem węża, więc można powiedzieć że to „okrągła” dwudziesta czwarta rocznica.

Rozmawiałem z Chińskim kolegą, który powiedział mi że od lat w starszych pekińskich uniwersytetach normą jest zadawanie studentom większej ilości zadań na dzień przed rocznicą, żeby nie w głowie im było wychylanie nosa z książek.

Wspomniał też, że kiedy on kończył studia w okolicach (dziesiątej) rocznicy, czas ten zbiegł się z (przypadkowym) amerykańskim bombardowaniem chińskiej ambasady w Jugosławii. Także ułatwiło to skierowanie nastrojów studentów na inne tory.

Internauci starają się, żeby pamięć o wydarzeniach sprzed ponad dwóch dekad nie zanikła i walczą z cenzurą na różne możliwe sposoby.

W tym roku media społecznościowe obiegło to zdjęcie (nawiązujące do gumowej kaczki z Hong Kongu, gdzie podobnie jak na Tajwanie co roku upamiętnia się wczorajszą datę).

Albo tak jak wspominałem przy okazji maratonu pekińskiego, internauci przechrzcili nazwę kongresu partii by uniknąć ominąć wycinanie tego słowa kluczowego z wyników wyszukiwarek.



Domena blogspot.com jest zablokowana w Chinach (podobnie jak youtube.com, facebook.com, twitter.com i parę innych). Trochę to czasem uciążliwe, bo bez VPN nie jestem w stanie się z nią połączyć.

Większość portali społecznościowych ma swoją drogą chińskie odpowiedniki, kontrolowane przez urząd cenzury. Cenzura polega między innymi na blokowaniu poszczególnych słów.

Pomijając blokadę całej domeny, na której znajduje się blog, z uwagi na tytuł, najprawdopodobniej wpis ten i tak zostałby zablokowany (podobny przypadek sprzed roku), gdyby oczywiście został zauważony. Blog ten nie jest AŻ TAK popularny ;)

Z ciekawszych przypadków, w tamtym roku na kilka godzin po opublikowaniu tego artykułu zablokowano całą domenę nytimes.com. Do tej pory z resztą (w trakcie pisania tej notatki strona nie działała).

Chińczycy to przedsiębiorczy naród i łatwo zauważyli też tutaj ciekawy model biznesowy.

Najbardziej martwiącą sprawą w całej tej walce o niezapomnienie jest to, że cenzura przestaje być prosta jak budowa dzidy i ewoluuje...

Kilka zdjęć (z telefonu):












Około kilometra od placu, po przejechaniu przez kilka podwórek.















2 komentarze:

  1. Dopiero dzisiaj miałem czas przedrzeć się przez Twój wpis. Bardzo mi się spodobał pomysł z kaczką - podobny do palmy na rondzie de Gaulle'a, tylko w znacznie większej skali. Niestety, to jedyny pozytywny aspekt całego tekstu, reszta jest niezwykle przygnębiająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, taki to kraj. Ale są też śmieszne strony tej całej cenzury. Ostatnio zablokowali możliwość wyszukiwania Kubusia Puchatka! :)

      http://www.dailymail.co.uk/news/article-2341817/China-censors-Winnie-Pooh-online-searches-photo-emerges-president-Xi-Jinping-makes-look-like-children-s-favourite.html

      Usuń