Strony

8 kwi 2013

porównania cd... taksówkarze


Jednym z częstych pierwszych pytań do obcokrajowca odwiedzającego po raz pierwszy tutejsze pekińskie biuro jest: „Ile zapłaciłeś za taksówkę z lotniska?”.

Otóż oszukują. Przeważnie nie sposób dogadać się z nimi w innym języku niż chiński. Oszukują na tyle sposobów, że wymieniając przynajmniej te mi znane (w większości z autopsji albo opowieści znajomych), wyszedłby z tego przydługawy elaborat.


Dla sporej części samotnie odwiedzających Chiny, jazda taksówką z lotniska jest pierwszą przygodą. Można oczywiście też pojechać metrem, ale po co skoro są „tanie” taksówki i metro oczywiście nie jeździ całą dobę. Wiele osób myśląc „azjatyckie metro” ma przed oczami specjalnych pracowników dopychających niemieszczących się w wagonie ludzi. Są też autobusy, ale to już „wyższa szkoła jazdy”. W niektórych sytuacjach taksówka jest po prostu koniecznością.



W Polsce wziąłem taksówkę z lotniska Chopina, z ulicy wprost sprzed terminalu. Pomijając fakt, że taksówkarz zaproponował mi kurs do samego Olsztyna (1000 PLN i gotowy był zejść z ceny o „dwie paczki”!), nie wzbudził on we mnie żadnych podejrzeń. Ot zwyczajny warszawski „taksiarz cwaniaczek”.
Zapłaciłem za kurs i o sprawie zapomniałem.

Wracając zamówiłem taksówkę z tej samej korporacji. Kurs na zbliżonej długości odcinku i o podobnej porze dnia. Kiedy dojechaliśmy do lotniska cena na liczniku — o połowę niższa. Ale dalej wątpię, bo przecież jak to? Polak Polakowi?
Więc pytam kierowcy czy zamawiając przez telefon jest taniej niż biorąc taksówkę z ulicy.

Odpowiedź rozwiewa moje wątpliwości: „Nie”.
Tłumaczy mi, że jeśli pamiętam szczegóły pojazdu albo mam paragon mogę zadzwonić do centrali. Zwrócą mi pieniądze i zwolnią cwaniaka.

Brawo! Znam ceny w Chinach, przyzwyczajony jestem do ich zagrań i potrafię się przed nimi bronić, a w Polsce zupełnie opuściłem tarczę.
Nie ma cwaniaka na Warszawiaka”!

Tak na marginesie, świetny blog uczciwego taksówkarza. ...z Krakowa ;)

3 komentarze:

  1. Miałem skomentować jeszcze przy okazji "cięższego" wpisu, ale napiszę teraz. Mimo, że nie jesteś podróżnikiem i mimo że nie znasz wszystkich Chińczyków, jesteś jedyną znaną mi (i pewnie innym bywalcom tego bloga) osobą, która była w Chinach dłużej niż na wycieczce. Ja czytam wszystkie Twoje wpisy i klikam we wszystkie linki, bo z nich się dowiaduję znacznie więcej niż z jakichkolwiek innych mediów. I moim zdaniem odwalasz kawał świetnej roboty na rzecz promocji takiej zwykłej, ludzkiej tolerancji dla innych oraz antypolaryzacji na linii "my vs. ci obcy".

    A na koniec też się czymś podzielę. Twoje poprzednie komentarze plus notka o fałszywkach przypomniała mi, że Chińczycy uchodzą za bardzo daleko patrzących w przyszłość. Nie wiem, czy to znałeś, więc polecam ten tekst - http://on.ft.com/zDrTEQ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za słowa wsparcia, nie bardzo wiem jak się do nich odnieść oprócz podziękowań.

      Ciekawy tekst. Chińczycy to stary i mądry naród. Często spotykam się z poglądem, że my „ludzie z zachodu” jesteśmy naiwni, bo mówimy co myślimy i łatwo zdradzamy swoje poglądy i zamiłowania. Jesteśmy łasi na komplementy, którymi Chińczycy potrafią od pierwszych słów zasłodzić całą konwersację. Sporo też traci się w tłumaczeniu, język chiński to dużo metafor i unikania bezpośredniej komunikacji.

      http://seeingredinchina.com/2011/12/14/maybe-today-is-my-birthday-indirect-vs-direct-communication-in-china/

      Życie to gra i ten który więcej wie o przeciwniku ma lepsze karty od tego, który nic nie wie. Między innymi też długo zastanawiałem się nad uzewnętrznianiem się na blogu.

      Usuń
  2. W dużej mierze pokrywa się to z treścią szkolenia "Doing business in Japan", które niedawno oglądałem. Różne kultury mają różne przepisy na to jak postępować. Fajnie. Ale na codzień wygodnie jest być po prostu sobą. Oczywiście tak długo, jak długo bycie sobą nie oznacza bycie bucem :-)

    OdpowiedzUsuń