Strony

15 kwi 2013

o jednym takim co „ukradł”... własny rower

Było już o tym jak „włamać się” do własnego mieszkania. Przyszedł czas na... rower. Mówi się tutaj, że prawdziwym pekińczykiem (mieszkańcem Pekinu) zostaje się po tym jak ci go trzeci raz ukradną. Kradzieże rowerów są tutaj nagminne (sądząc z relacji znajomych).

Wybrałem się po pracy na kolację do ulubionej japońskiej restauracji, nieopodal miejsca gdzie mieszkam. Zostawiłem rower przed jej wejściem. Na szczęście nie przypinałem go do niczego. Założyłem tylko blokadę z kłódką szyfrową na tylne koło.

Po wyjściu nie byłem w stanie już jej otworzyć. Kłódka się najzwyczajniej w świecie zepsuła! Nie napiszę tutaj jakiej była produkcji...

Wziąłem rower pod pachę i z założoną blokadą doniosłem do najbliższego warsztatu rowerowego. Jest ich tutaj tyle co u nas aptek. Parę osób mi się po drodze przyglądało, ale nie wzbudziłem specjalnie niczyjego zainteresowania.

W warsztacie znajomość chińskiego pozwoliła mi na pobieżne wyjaśnienie sytuacji. Nie był konieczny „telefon do przyjaciela”. Nie było pytania o to czy to mój rower. W zasadzie to zapytano mnie tylko o to jaką chcę nową kłódkę.
Po pięciu minutach miałem już nową blokadę.

Nie będzie zdjęć ani szczegółów i proszę nie traktować tego wpisu jako „instruktażowego”! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz